W Norwegii zabrakło masła.
Do niedawna można było kupić 500 g masła za niespełna 30 NOK. Obecnie w sklepach masła już nie ma (nawet margaryny jest coraz mniej), a napis głosi na chłodniach głosi:
„Niestety, z powodu braku surowca, wiele rodzajów masła i margaryny jest niedostępnych. Przepraszamy.”
Masło można jednak nabyć na czarnym rynku; opakowanie 500 g kosztuje 200 NOK:
http://www.finn.no/finn/torget/tilsalgs/annonse?finnkode=32261183
Zdarza się nawet za jedyne 150 NOK za 500 g!
http://www.finn.no/finn/torget/tilsalgs/annonse?finnkode=32257856
Masło w Oslo (zapewne szczególnie wysokiej jakości) można nabyć za 500 NOK (za 500 g):
http://www.finn.no/finn/torget/tilsalgs/annonse?finnkode=32265741
Zdarza się też masło ze Szwecji, z zastrzeżeniem, że jest świeże:
http://www.finn.no/finn/torget/tilsalgs/annonse?finnkode=32265335
Można też kupić masło ze Szwecji za jedyne 200 NOK za 500 g, ale wtedy trzeba samemu opłacić przesyłkę:
http://www.finn.no/finn/torget/tilsalgs/annonse?finnkode=32264327
O jego świeżości nic nie wiadomo, ale sprzedawca zapewnia, iż będzie zamrożone, dobrze zapakowane, a chętnym odpowie na wszelkie pytania (chociaż tylko drogą mailową).
Każda z powyższych ofert dotyczy nowego produktu („Ny eller brukt: ny” – „Nowy czy używany: nowy”).
Szczególnie oszczędni, szczególnie biedni lub szczególnie zdesperowani mogą też nabyć… masło używane!
http://www.finn.no/finn/torget/tilsalgs/annonse?finnkode=32191338
Wyraźne ślady dziobania nożem kompensuje niska cena: jedyne 50 NOK! Choć z uwagi na „podziobanie” trudno zapewne ocenić dokładną masę produktu – no, cóż… „You get what you pay for”.
Powyższy tekst niestety nie jest żartem. W sobotę jedziemy do taniego południowego kraju (tzn. do Szwecji), gdzie mamy zamiar spotykać się z przyjaciółmi i… jeść masło. :-)
…………………….
Foto: Paul
http://www.freedigitalphotos.net/images/view_photog.php?photogid=1526
Żródło/source: http://www.freedigitalphotos.net/
…………………….














To niebywałe dość. A nie możecie kupić od kogoś krowie mleko i zrobić masło w maśniczce (moi rodzice tak robią w Polsce i maja świetne, świeże, pyszne masło). Chociaz może to głupie pytanie, bo nie wiem jak w Norwegii jest z dostępnością mleka od krowy?
Niebawem wybieramy się do Szwecji, więc mamy nadzieję stamtąd przywieźć sobie masło. Jeśli i w Szwecji zabraknie masła (słyszałam takie pogłoski), poprosimy rodzinę z Polski (już cztery osoby wyrażały gotowość do słania nam paczek) lub nabędziemy śmietanę (na razie jeszcze jest w sklepach – czyżby większość tubylców nie zorientowała się, że masło można zrobić ze śmietany?) i będziemy produkować masło sami. Jak dotąd, nie próbowałam nabywania tu mleka „prosto od krowy” – nasza tęsknota za masłem nie jest jeszcze aż tak wielka (od kilku dni funkcjonujemy bez niego). Przypuszczam, że mleko „prosto od krowy” może okazać się rarytasem i ekstrawagancją. Choć z drugiej strony, nigdy nie wiadomo: co pewien czas kupujemy tu jajka „prosto od kury”, z dobrym skutkiem. Norwegia jest pełna sprzeczności.
Zapraszamy Norwegię do zakupu masła polskiego. Polecam: Osełka Górska „Sobik”.
aż wierzyć się nie chce, na Zachodzie czegoś brakuje? i w dodatku masła? Niesamowite.
Liliana
http://owocdecyzji.com/
Ogromne dzięki Pistacjowy Kosmito. :-) Bliscy już byli gotowi słać nam paczki z masłem. Cenny surowiec nabyliśmy w Szwecji, gdzie na szczęście masła nie zabrakło, mamy więc zapas na kilka miesięcy. W Norwegii zamrażarka w domu to podstawa – osobiście mamy dwie.
Liliano, gwoli ścislości: Norwegia to przecie północ, a nie zachód. Wiem, chodzi o Zachód, ten przez duże Z, Nie-Polskę, szczęśliwe i dostatnie miejsce pełne dobrobytu. Otóż, po 7 latach na emigracji stwierdzam, że takie miejsce nie istnieje. Polacy mają wiele kompleksów z powodu swojego kraju i zdają się uważać, że lepsze jest wszystko, co spoza Polski. Niestety inne nacje też zdają się tak uważać…
Z kolei kilka spośród tych „innych nacji” wykazuje się bardzo daleko posuniętym samozadowoleniem, też niekoniecznie uzasadnionym. Za przykład podam Szwedów i Norwegów, których z racji swoich miejsc zamieszkania poznałam nieco bliżej.
Do wielu działań podejmowanych w Skandynawii
dodawane są przymiotniki „nowoczesny”, „ekologiczny”, „prawdziwy norweski/szwedzki”. I już działania takowe stają się pożądane i godne
naśladowania, zarówno w Skandynawii, jak i poza nią, a więc także w Polsce.
Nawet jeśli chodzi o przebrzmiałą 10 lat temu dietę, która rujnuje nerki i wątrobę.
W domyśle zarówno Skandynawów, jak i Polaków skandynawskie=dobre. I tak powstają np. tzw.
„szwedzkie okna”. Tłumaczyliśmy komuś z rodziny, że nigdy nie widzieliśmy w
Szwecji takich okien. Są to okna wyprodukowane i zamontowane w Polsce, więc
uważamy, że spokojnie można by mówić „polskie okna”. No, ale jakże by się
sprzedawały „polskie okna”? Nie przekonaliśmy bliskiej nam osoby, że takie okna to nie nowość prosto ze Szwecji.
Dla naszego syna natomiast nabyliśmy „norweski wózek”. Po długim
zastanowieniu, kupiliśmy go w Norwegii, żeby móc korzystać z gwarancji na
miejscu. „Prawdziwa norweska jakość”, najlepszy wózek w Norwegii – mówił
sprzedawca – w sam raz na trudną pogodę i nierówny teren. Wózek kosztował 7000 NOK (3500 PLN) po przecenie, ale warto było, bo TAKA JAKOŚĆ. Dłuuugo czekaliśmy na dostawę,
ale WARTO było, bo Norweski Wózek przecie – zapewniał sprzedawca podczas którejś z kolejnych prób odbioru w umówionym wcześniej terminie – świetna firma, więc ma dużo zamówien, stąd ta późna dostawa.
Kilka miesięcy później, zupełnym przypadkiem odkryliśmy, że nasz wózek to nic innego jak Dymex Wiki http://www.dymex.com.pl/wiki.html, do nabycia w Polsce za 1500 PLN. Po dokładnym obejrzeniu naszego wózka znaleźliśmy nawet nalepkę po polsku, skrzętnie ukrytą pod „norweskim” pokrowcem. A serwis, a dostawa? Długo
trwają… No pewnie! Bo wózek jest produkowany i naprawiany w Polsce -
transport na taką odległość wymaga czasu. No, ale kto by kupił „polski
wózek”?
Czego nie wyjaśniłam w poprzednim wpisie: brak masła oczywiście zrodził rozmaite przypuszczenia na temat jego przyczyn. Inna Bliska Osoba (nie ta od „szwedzkich okien”) napisała mi: „Podobno brak masła związany jest z jakąś skandynawską dietą (ekologiczną?), która zaleca jedzenie zamiast węglowodanów wyłącznie tłuszczu”.
I tu odezwało się moje uczulenie na hasło „skandynawski” =”ekologiczny” (/”nowczesny”/”modny”/”fajny”).
Wspomniana „skandynawska dieta” to nic innego jak tzw. dieta Kwaśniewskiego. O ile kojarzę, jakieś 10 lat temu była na nią lekka moda w Polsce. Wkrótce potem jednak odkryto, że oprócz faktycznego efektu odchudzającego dieta ma liczne wady (niszczy watrobę, wywołuje miażdżycę).
Skandynawowie mało interesują się światem
spoza Półwyspu, więc moda z „zacofanego pokominustycznego kraju”, zwłaszcza
sprzed 10 lat, mogła im umknąć…
http://pl.wikipedia.org/wiki/Dieta_Kwa%C5%9Bniewskiego
Zaś przypuszczenie dotyczące faktycznych przyczyn kryzysu maślanego dzielę z moim mężem: ma on teorię, że producenci mieli wadliwą serię nabiału (chore krowy?) i musieli wycofać cały zapas z rynku. Żeby nie siać paniki, wymyślili dietę sprzed 10 lat.
O teraz dopiero przeczytalam o wozku :-) Gdy zobaczylam wasze pierwsze zdjecia wydal mi sie stylem, rodzajem wysciolki i kolorem (szczegolnie kolorem, bo z nieznanych powodow tu, czy tam :-) przewaza czern)
podobny do widywanych w kraju. Klepie sie po plecach za intuicje, a przede wszystkim mysle, ze wszystkie te wozki i tak produkowane sa w Chinach…
Apropos, skandynawski vs. eko. Bywaja wyjatki, http://www.naty.com/uk/AboutUs/tabid/69/Default.aspx, no chyba ze tez z Chin…
Pozdrowienia!
W Irlandii skandynawski design jest synonimem klasy, funkcjonalności i dobrego gustu. Nawet reklamy mebli, czy wystrojów wnętrz są na tej marce oparte. Jak niemieckie samochody:)
A przecież dla Ikei projektuje wielu Polaków i nie tylko. Nieźle się potrafią sprzedać ci Skandynawowie, lata promocji.
Jeszcze odnośnie promocji Polski jako marki. Nie od razu Kraków zbudowano. Ale pewne pierwsze oznaki już są. :-)
Przykład 1: Rozmawiam ze znajomym Niemcem.
Niemiec: (…)
Ja: No, tak. Wy, Niemcy, lubicie porządek. Ordnung muss sein.
Niemiec (zdumiony): My, Niemcy? A was, Polaków, to niby za co kocha pół Europy!?
Ja (zdziwiona): Nooo… Za co?
Niemiec: Za porządek przecież!
Przykład 2: Kurs poszukiwania pracy dla bezrobotnych w Norwegii.
Uczestnik kursu (o bliskowschodnich rysach twarzy): Nie-Norwegowi trudno jest znaleźć pracę w Norwegii.
Zakłopotana prowadząca nie wie co powiedzieć. Po chwili wykrztusza: Wcale nie zawsze Norwegowie są preferowani jako pracownicy!
Uczestnik (sceptycznie): Niby w jakiej branży?
Prowadząca (z triumfem w głosie): W budowlanej! Tam chętniej zatrudnia się Polaków, bo lepiej pracują.
Brakujący wpis z 22.01. (może tym razem nie zniknie):
Otóż to, Łukaszu – lata promocji. Pytanie: jak by tu wypromować również naszą Polskę, zwłaszcza w oczach jej własnych obywateli? Na to pytanie na pewno nie istnieje jedna odpowiedź, bo nie ma prostej recepty. To raczej proces, w którym jak sądzę, pomóc może m.in. działalność niniejszego portalu.
Kaczko, ależ te wózki nie są produkowane w Chinach. To naprawdę są polskie wózki! Wiem to od pana pracującego w sklepie z artykułami dziecięcymi w Gryficach, tego który rozpoznał nasz „norweski” wózek jako Dymex Wiki. Osobiście zna człowieka, który je produkuje. Jak również jego dostawcę półproduktów (tzn. elementów, z których wózki są montowane), który założył w Polsce – jak to określił – „odlewnię skorup” [plastikowych elementów np. dziecinnych fotelików samochodowych].