Czy warto wrócić do Polski?

Wobec toczącej się ostatnio w mediach dyskusji (polemika pomiędzy premierem Donaldem Tuskiem i czołowymi polskimi politykami opozycyjnymi) postanowiłem głośno zastanowić się nad sensem powrotu do Polski z emigracji.

Z dużym zainteresowaniem śledzę to co się dzieje w kraju wciąż zastanawiając się czy warto zaryzykować powrót? Po stronie „za” stoją takie czynniki jak bliskość rodziny, dobre polskie jedzenie, piękne, znane z dzieciństwa i młodości krajobrazy, ładna słoneczna pogoda w lecie, zapachy, bliskość kultury oraz języka w którym się wyrosło, wypady na grzyby albo nad rzekę – wszystko to czego nie da się wyrazić słowami, a co sprawia, że jesteśmy szczęśliwi.

Jednak gdy pomyślę o realiach związanych z pracą (fatalna kultura pracy oraz nieskuteczne prawo pracy), nieuprzejmych ludziach, absurdach polskiej administracji, niskim poziomie szkół i uczelni, których sposób kształcenia nie jest dostosowany do potrzeb dzisiejszego świata, kiepskiej służbie zdrowia, fatalnej infrastrukturze, brzydkich budynkach i przestrzeni zaśmieconej reklamami, biedzie i frustracji – to mi przechodzi ochota na powrót.

To jest pytanie niebagatelne: czy warto wracać do Polski. W planach mamy rodzinę – tak więc od decyzji podjętej w najbliższych latach zależeć będzie, czy nasze dzieci będą Polakami, czy nie. Pytanie to więc chcąc nie chcąc przeradza się w inne pytanie: czy warto być Polakiem? Czy faktycznie warto, tak jak twierdzi Jarosław Kaczyński „warto?”

Niestety nie mamy zbyt dobrego wizerunku na świecie. W większości krajów mają nas za złodziei, kombinatorów, lekkoduchów, chuliganów, pijaków i rozrabiaków (choćby ostatnie burdy na Litwie), a w najlepszym wypadku za tanią siłę roboczą. Nie mamy się czym pochwalić, nie jesteśmy sławni z żadnego powodu. Chopin (kto wie, że to Polak?), Kopernik (niezbyt wielu go zna) Jan Paweł II (przychodzi na myśl polski katolik, a to już często kojarzy się z ksenofobią i zacofaniem oraz brakiem tolerancji), Małysz – znany w dość wąskim światku, poza tym wyjątek potwierdza regułę. Wymieńmy choć jedną polską markę znaną w świecie: nic nie ma… Polska nauka: w powijakach. Chyba tylko Irlandczycy nas lubią, choć kto ich tam wie… Poza tym oni są wyjątkowi. Nasi sąsiedzi: Czesi, Litwini, Słowacy nas nie lubią. Niemcy – wiadomo co o nas sądzą.

Tak więc czy na pewno warto? A może raczej warto dać swoim dzieciom szansę na wychowanie w którymś z głównych nurtów kulturowych (i języku) na świecie? W kulturze anglosaskiej, skandynawskiej, niemiecko, hiszpańsko, francusko czy włoskojęzycznej? W kraju gdzie ludzie są bardziej solidarni, społeczeństwo lepiej zorganizowane? Dla wielu Polaków odpowiedź jest oczywista.

 

Jednak jest spora grupa, która hołduje zasadzie: „Nie ma to jak w domu”. Ludzie ci oddali by wiele, gdyby ktoś zagwarantował im choćby minimum komfortu i spokoju życia w Polsce. Mają potencjał, chęci, są pracowici, przedsiębiorczy, pomysłowi. Tylko czy to wystarczy? Czy Polska faktycznie rozwija się wystarczająco szybko?

Wyjechało 3 miliony ludzi, rodzi się coraz mniej dzieci, kraj się wyludnia. Jeśli nie zapewnimy sobie alternatywnych źródeł energii czeka nas wkrótce bardzo wysoki rachunek do zapłacenia za emisje CO2 do atmosfery. Zadłużenie jest najwyższe w historii, źle przeprowadzona prywatyzacja (przykład: jak można było oddać TP S.A. w ręce spółki kontrolowanej przez inne państwo – to zaprzeczenie prywatyzacji) pozbawiła nas zysków z wielu dochodowych przedsiębiorstw. Chaotyczne reformy, niesprawiedliwa dystrybucja dóbr (przykład: niesprawiedliwy system emerytalny). Brak perspektyw dla najzdolniejszych, których państwo nie potrafi zatrzymać. Mikroskopijne nakłady na naukę nie poprawiają konkurencyjności Polski w świecie. Nasz najlepszy uniwersytet nie mieści się nawet w 300 najlepszych na świecie. Dobrzy jesteśmy w tradycyjnym przemyśle – produkcja samochodów, surowców do przetworzenia, elementów maszyn i komputerów. Centra, gdzie powstają projekty, są gdzie indziej. Smutne to wszystko – tym bardziej, że na co dzień obserwuję jak to wygląda w Irlandii, która ma bardzo nowoczesną gospodarkę i bardzo przedsiębiorczych mieszkańców. Tyle, że tutaj prowadzenie biznesu jest niezwykle łatwe.

Na świecie podziemne parkingi wynaleziono już bardzo dawno temu…

Jako społeczeństwo jesteśmy mało solidarni, mało obywatelscy. Tym samym łatwi do ogrania i zmanipulowania. Nie potrafimy bronić się przed wyzyskiem, spekulacją (przykłady: przekręt z opcjami walutowymi, ostatnie wzrosty cen cukru). Nawet na ulice porządnie nie umiemy wyjść i zaprotestować. Kapitał społeczny pod psem. Dobrze zorganizowane są jedynie związki zawodowe ale one często nie działają na korzyść całego społeczeństwa.

Tymczasem w mediach nieuzasadniony optymizm…

No to ponarzekałem sobie ale niestety jest na co. Mieszkając w Polsce tak bardzo tego nie widać, bo brak porównania. Dopiero z perspektywy kilku lat za granicą człowiek orientuje się jak dobrze może być zorganizowane państwo i społeczeństwo – bez zbędnych absurdów.

Mimo wszystko jednak wielu powróci i ja sam ciągle łapię się na myśleniu o powrocie i z uwagą śledzę wydarzenia w Polsce. A nuż zdarzy się jakiś cud – lamparci skok stanie się faktem. Czego i sobie i państwu życzę z całego serca. Amen.

 

Zapraszam do dyskusji!

 

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 5.4/6 (21 votes cast)
Czy warto wrócić do Polski?, 5.4 out of 6 based on 21 ratings

162 024 wyświetleń